Wernisaż wystawy

Posted on Posted in Wystawy czasowe

Dyrektor Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie Wielkopolskim
zaprasza na otwarcie wystawy pt.:

Maciej Osmycki
MALARSTWO

kurator wystawy: Bartosz Nowak

Wernisaż odbędzie się 24 czerwca 2016 roku o godz. 18.00
w Spichlerzu przy ul. Fabrycznej 1–3 w Gorzowie Wielkopolskim

Maciej Osmycki ukończył w 1989 r. studia na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w pracowni prof. Stefana Gierowskiego. W 2011 roku otworzył przewód doktorski na Uniwersytecie Technologiczno – Humanistycznym im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu, w dziedzinie sztuk plastycznych i dyscyplinie artystycznej – sztuki piękne.
Od 2013 r. pracuje w Akademii Sztuki w Szczecinie, obecnie jako asystent na Wydziale Sztuk Wizualnych.
Twórca scenografii i kostiumów do przedstawień teatralnych. W latach 2011-2013 kurator Galerii Odra Zoo w Szczecinie.
Laureat Grand Prix na 9. Triennale Małych Form Malarskich w Toruniu w 2013 r.

***

Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie Maciej z informacją, ze będzie miał niedługo w Szczecinie wystawę indywidualną i czy bym z tej okazji nie skrobnął ¾ strony na temat jego obrazów.
Ale żadnych reprodukcji nie przesłał.
Przesłał tylko tekst w postaci  33 stron  o malowaniu pt. „Zjawiska, gesty i przypadki w moich pracach malarskich”

I co tu napisać ?
I jak tu pisać ?

Sądzę, że tak jak teraz napiszę o obrazach Macieja Osmyckiego, to tak się raczej nie pisze,
gdyż :
Mógłbym zacząć pisać tak jak piszą inni np. : ” płótna te zdają się być wynikiem walki z bardzo trudnymi założeniami …”
Albo tak : „podkreślić trzeba, że pasja poszukiwania, ciągle w tej sztuce obecna nie pozwala artyście na dłuższe trwanie przy już osiągniętym rozwiązaniu postawionego sobie malarskiego problemu”
A zakończyć mógłbym np. tak : „ oglądając dzisiaj jego obrazy, z ciekawością zwracamy się ku tym, jeszcze nie namalowanym”

Ale tak pisali inni o innych.
Dosłownie tak pisali i w sumie można by niejednemu malarzowi to samo umieścić.

Ale jak pisać o Macieja obrazach nie mając przed sobą ani Macieja, ani jego obrazów, ani też żadnych reprodukcji, ani żadnej rzeczy która jego jest.

Kilka lat temu, gdy pracowałem w Akademii Sztuki w Szczecinie, gdy już strasznie znudziła mnie smutna szkolna noclegownia z ulicy Śląskiej numer 4 o ładnej nazwie Sztukateria, to bardzo często nocowałem gdzie indziej, również u Macieja i Agnieszki a było to nieopodal.
Doskonale pamiętam pierwszy dzień, a właściwie to drugi dzień, gdy mnie słońce wcześnie rano obudziło i zobaczyłem po raz pierwszy obrazy Macieja wiszące na ścianach mojej sypialni.
Oniemiałem nad ranem z wrażenia, widząc trzy duże wiszące formaty znajdujące się na trzech dużych białych ścianach.
Coś w nich było takiego że od razu się obudziłem no i od razu zazdrościłem Maciejowi tych obrazów.
I zadałem sobie pytanie.
Dlaczego ja ich nie widziałem wcześniej ?
Dlaczego nikt ich nie widział wcześniej?
Dlaczego on nikomu ich nie pokazał ?.
Czyżby nie chciał ich pokazać ?

Obrazy Macieja nie krzyczą, nie prowokują, nie umizgują się do widza.
One są.
Bije z nich wewnętrzna, malarska siła.
Są namalowane przy pomocy najprostszych środków malarskich.
Można powiedzieć że bohaterem jest kolor, jest farba, ale użyta odpowiednio i oszczędnie.
To tak jak powiedział Otto Muller „ dwie farby są zawsze zgodne, ale dopiero trzecia rozstrzyga”.
ps.
i tak  napisałem o obrazach, które pamiętam jak sen.

                                                                                                                 Piotr C. Kowalski
                                                                                                                 Nienawiszcz 11.11.15